Wojownik Szos powraca

Photo33

Jest taki nurt w kinematografii, którego twórcy najwyraźniej nie wierzą, iż nasz gatunek czeka świetlana przyszłość. Prędzej czy później musi nas czekać jakaś katastrofa – jeśli nie walnie w Ziemię asteroida, to wykończymy się sami bronią nuklearną. Ludzie to jednak rasa niezwykle wytrzymała i nawet po światowej hekatombie przetrwa, ale nowy porządek będzie już zupełnie inny niż stary. Ten świat będzie miał swoich bohaterów, przemierzających pustkowia w ocalałych z pogromu maszynach. Archetypem takie gościa jest z pewnością Szalony Max, którego kolejne przygody po trzech dekadach oczekiwania zawitały na ekrany kin. Czy jednak było na co czekać? Moim zdaniem niekoniecznie.

Pogłoski o tym, że będzie nowy „Mad Max”, krążyły co najmniej od 2003 roku, a fakt, że w projekt miał się zaangażować niemłody już Mel Gibson, dodatkowo elektryzował fanów, dla których tryptyk Millera stał się już pozycją kultową. Spekulowano, czy czwarty film będzie rebootem serii czy może jednak Czwórką, która rozwinie jakoś historię zakończoną pod Kopułą Gromu i sprawi, że dowiemy się więcej o tym świecie. Produkcja jednak się opóźniała, Gibson z projektu się wycofał, a my dostaliśmy w efekcie samochodowe łubudu, w którym o nic nie chodzi, a już najmniej o sens.

Mamy rok…właściwie to nie wiadomo, jesteśmy gdzieś w Australii (chociaż kto to wie na pewno) domniemane 20 lat po nuklearnej katastrofie, która spustoszyła świat. Tytułowy Max zostaje złapany przez gang Nieśmiertelnego Joe i porwany do jego twierdzy. Tymczasem Joe wysyła swoją Cesarzową Furiosę (Charlize Theron) do krainy Oktanii – jak łatwo się domyślić – po paliwo. W trakcie podróży Furiosa zmienia niespodziewanie kierunek jazdy i decyduje się uciec, a goni ją cała gangsterska banda, w której przypadkiem znajdzie się także Max. I to właściwie całe streszczenie filmu, który okazuje się jednym wielkim samochodowym rajdem, przerywanym jedynie na krótkie postoje, w trakcie których bohaterowie wzdychają, oblewają się wodą, naprawiają jakiś element silnika i próbują powiedzieć coś mądrego. Tylko że to nie ma prawa zadziałać, a wraz z upływem kolejnych minut byłem tylko coraz bardziej zdenerwowany i zniechęcony poziomem absurdów, jakie zaserwował nam scenarzysta.
madmax4

Najwyraźniej ropa, będąca powodem wojny, nie jest wcale dobrem rzadkim, skoro napędza tyle samochodów jeżdżących w tę i nazad. Jakimś jednak cudem samochody Joe dopalane są paliwem płynącym z żył dawców takich jak Max, chyba że nie chodzi o benzynę, tylko prąd na wzór tego, co widzieliśmy w „Matrixie”. Oaza Nieśmiertelnego to dwie górki na krzyż, na których szczycie uprawiane są rośliny, a do tego wielki rezerwuar wody wydobywanej gdzieś spod ziemi. Biorąc pod uwagę suchy klimat niby-Australii, a także zmiany środowiskowe po atomówkach, woda musiałaby być albo radioaktywna, albo też byłaby jej skończona ilość pod ziemią – deszcz nie pada, nie ma jak uzupełnić wód gruntowych. Do tego mnóstwo ludzi tłoczących się u podnóża góry czekających na strumienie wody spuszczane co jakiś czas łaskawie przez Joe – skąd się wzięli, co jedzą? Skąd rekrutują się Trepy – wychowankowie Nieśmiertelnego, trenowani od małego do wojny i śmierci w boju, by dostąpić zaszczytu wstąpienia do Valhalli (nordycka mitologia na południowej półkuli – zaiste ciekawy kulturowy synkretyzm)?

W trakcie akcji poznamy też kolejnych dwóch władców – Ludożercę z Oktanii i Farmera Pocisków. Ale tak naprawdę przez cały film nic się o nich więcej nie dowiemy. Każdy z nich jest jedynie liderem swego gangu, który dołącza się do pościgu za Furiozą, widząc w tym zapewne interes dla własnego biznesu i okazję, by wykiwać pozostałą dwójkę. Ponieważ, jak wspomniałem, cały film to jeden wielki wyścig, trudno jest poznać lepiej postać, która wciąż siedzi w aucie. W rezultacie goniąca triada jest raczej zabawna niż straszna. A co powiedzieć o uciekinierach? I tu już mamy kuriozum, bo w cysternie znajduje się po pierwsze mleko matek, odsysane z piersi kobiet w cytadeli Joe… huh? Furioza wiezie także jego miniharem, a celem podróży jest Oaza, w której żyją Matki Rodzące. W tym momencie mój mózg odpłynął, ale nic to – oglądam dalej, licząc, że może zobaczę coś, co przyciągnie mnie do ekranu. Ale nic takiego nie następuje – szczątkowa fabuła ma jedynie pokazać jedno wielkie łubudu, które, trzeba to przyznać, sfilmowane jest pierwszorzędnie.

madmax3

Zrozumiałbym gdyby miał to być pastisz kina postapo klasy B, ale nie – to wszystko dzieje się na serio. W całej tej historii nie mogę wybaczyć zwłaszcza wprowadzonej na siłę postaci Furiozy, która w oczach widza staje się tak naprawdę centralną postacią. Max jest tu tylko dodatkiem, kimś w rodzaju średniowiecznego rycerza mającego bronić swojej królewny. Królewna jednak znakomicie sobie daje radę sama, a unoszący się w powietrzu testosteron i zapach oleju napędowego skutecznie zniechęca nas do myślenia o jakimkolwiek uczuciu, które może połączyć kiedykolwiek tę parę. W efekcie zamiast starego, dobrego „Mad Maxa” dostajemy feministyczne kino, które nieznośnie bije mnie po oczach i mózgu. W końcu to ma być Wojownik Szos! Gdybym chciał oglądać wojowniczkę włączyłbym „Xenę” albo „Wonder Woman” lub podziwiał sprawność Natashy Romanoff w „Avengers”. Tom Hardy stara się co prawda naśladować mimikę Gibsona, ale wychodzi mu to słabo. Dawno nie rozczarowałem się tak niecierpliwie oczekiwanym filmem jak w tym wypadku. Nawiązania do motywów z poprzednich części, takich jak podróż do Oazy oraz zatrudnienie w roli Joe Hugh Byrne’a (Kosa w pierwszej części) nie rekompensują ułomności scenariusza i braku Mela Gibsona. To już lepiej byłoby zatrudnić Vina Diesla (przynajmniej tematyczne nazwisko) i mielibyśmy z tego „Szybkich i wściekłych 7 i 1/2”. Możliwe, że jest to film dla tej właśnie grupy docelowej, która jara się szybkimi samochodami i dźwiękiem mknących z zawrotną szybkością krążowników pustyni (bo o porządną szosę jakoś już trudno). Ja się nie jaram i nie kupuję wizji, jaką na bazie nostalgii chce mi wcisnąć George Miller. Jeśli do tego dodamy fakt, iż kolejna zaplanowana część może się okazać prequelem, to miłośnikom kina postapo pozostaje już tylko strzelić sobie w łeb. Albo na nowo docenić urok poprzednich trzech części.

Mad Max: Fury Road (2015)
Mad Max: Fury Road poster Rating: 8.6/10 (158565 votes)
Director: George Miller
Writer: George Miller, Brendan McCarthy, Nick Lathouris
Stars: Tom Hardy, Charlize Theron, Nicholas Hoult, Hugh Keays-Byrne
Runtime: 120 min
Rated: R
Genre: Action, Adventure, Sci-Fi
Released: 15 May 2015
Plot: In a stark desert landscape where humanity is broken, two rebels just might be able to restore order: Max, a man of action and of few words, and Furiosa, a woman of action who is looking to make it back to her childhood homeland.

Artykuł opublikowano także w numerze 4 Mój Mac Magazyn.

  • Jakub Głazik

    „Samochody Joe dopalane są paliwem płynącym z żył dawców takich jak Max.”

    Niestety ale ten jeden fragment skreśla całą Twoją recenzję. Oj, niezbyt rzetelnie jest oceniać coś, czego się nie oglądało. Bądź też oglądało jednym okiem, drugim siedząc w komunikatorze i narzekając na żywo na film. Co nie? 😉