Noc Disneya w „Dancing with the stars”

Od ponad miesiąca dzielnie śledzę dwudziestą już serię programu “Dancing with the stars”. No co ja poradzę – wciągnęło mnie. A tym bardziej mam ochotę umieścić wpis o tym programie jako że poniedziałkowe starcie upłynęło pod hasłem “Nocy Disneya”. A Disney to przecież piękne bajki i musicale i sentyment do czasów dzieciństwa (choć akurat gdy byłem dzieckiem wiele filmów z dzisiejszego odcinka jeszcze nie powstało ^^ ale rozumiecie o co chodzi).
Continue reading →

American Sniper

Tym co zdecydowanie nadaje USA odmiennego kolorytu niż Europa jest z pewnością stosunek do posiadania broni. Broń, której w Ameryce jest więcej sztuk niż mieszkańców, to jeden z elementów mitu założycielskiego państwa, które budowano na odwadze pierwszych fal imigrantów. Przesuwając nieustannie granice cywilizowanego świata w kierunku zachodnim musieli oni toczyć ustawiczne boje z przeciwnościami losu, wśród których prócz głodu i zimna nie brakowało także Indian, rabusiów a czasem i krewkich sąsiadów. To także nieodłączny atrybut mitu dzielnego Texasu, jedynego terytorium, który wszedł w skład Unii jako samodzielne państwo, po wyzwoleńczej wojnie z Meksykiem. Symbolem tamtej wojny stała się Bitwa pod Alamo, w której 1800 żołnierzy generała Santa Anny przez trzynaście dni próbowało pokonać siedmiokrotnie mniejszy garnizon Teksańczyków. Dzisiejszy Texas to wiadomo – stepy, bydło i Chuck Norris ale to także dom Chrisa Kyle’a – najskuteczniejszego snajpera w historii amerykańskiej armii (potwierdzone 160 trafień), którego losy są tematem filmu "American Sniper w reżyserii Clinta Eastwooda.

americansniper

Głównego bohatera poznajemy najpierw w okresie dzieciństwa, gdy chodzi na polowania ojcem. To ojciec wpaja mu od małego kult broni,ale też uczy szacunku do niej. Bo świat dzieli się na owce i wilki, a gdy nadchodzą złe czasy lepiej być tym trzecim – psem pasterskim, który ochroni owce. Chris (w tej roli świetny Bradley Cooper) bierze tę maksymę głęboko do serca a gdy w dorosłym życiu usłyszy o ataku na World Trade Center bez wahania zgłasza się do punktu werbunkowego by bronić Ojczyzny. Od tego momentu akcja filmu biegnie dwutorowo – jeden tor to kolejne tury w Iraku, w drugim śledzimy niełatwe próby odnalezienia się w tzw. zwyczajnym życiu. Bohater Ameryki w międzyczasie znajdzie miłość swego życia Tarę,która urodzi mu dwójkę dzieci. Wciąż jednak nie będą szczęśliwą rodziną bo co to za rodzina, w której ojciec ciągle spędza czas gdzieś za oceanem, w jakiś odległym zakątku zapomnianym przez Boga? Czy bardziej zapewni bezpieczeństwo swojej ukochanej bedąc z nią cały czas i troszcząc się o nią, czy może w Iraku, gdzie przecież też broni Ameryki, a bezpieczny kraj to także bezpieczeństwo rodziny?

To ważne pytania zwłaszcza, że w filmie wątek rodzinny i wojskowy zbiega się właśnie na wojnie. Dla Kyle’a dodatkową motywacją do udziału w misjach jest chęć ostatecznego zwycięstwa nad snajperem Mustafą (Sammy Sheik). Jest taka scena,w której Mustafa dowiaduje się od informatora iż wśród oddziału amerykańskiego obecny jest ‘Legenda’ – bierze karabin i udaje się na posterunek zostawiając w domu wystraszoną żonę i dziecko. To kto w takim razie jest tu dobry a kto zły? Czy amerykańskie poczucie zagrożenia usprawiedliwia inwazję innego kraju i stwarzanie takiego samego zagrożenia innym? Film w tym miejscu nawiązuje nieco do snajperskiej rywalizacji w ruinach Stalingradu we “Wróg u bram”. Tam jednak pojedynek toczyli dwaj równorzędni wojownicy, tutaj Eastwood sprzyja jednak swoim, bowiem o Mustafie nie wiemy praktycznie nic – jedynie to iż ma medal olimpijski w strzelectwie. Irakijczyk ma być tylko tłem, wirtualnym nemesis dla Kyle’a, który ma usprawiedliwiać jego czyny, bo przecież “tamci zabijają naszych”.
american-sniper-6
Jednak widz te dylematy rychło przestaje dostrzegać bo giną one sekwencjach wojennych, które rzeczywiście sfilmowane zostały pierwszorzędnie. Nigdy nie spodziewałem się iż tyle napięcia można zawrzeć w scenach, które z definicji są statyczne – bo służba snajpera to przede wszystkim czuwanie w zamaskowanej pozycji w oczekiwaniu na najlepszą chwilę do oddania strzału – nieważne czy głód, czy zmęczenie czy chęć zwykłego pójścia siku. A jednak na takim żółnierzu ciąży ogromny stres – czy dzieciak pochodzący do leżącej w piasku bazooki jest tylko ciekawy czy też zaraz ją podniesie i wpakuje pocisk w amerykański czołg? Czasu na reakcję jest bardzo mało a operator beznamiętnym głosem powtórzy – “Znasz zasady. TY DECYDUJESZ”.
Film świetnie pokazuje realia walki w mieście i nie mogłem oprzeć się tutaj skojarzeniom z “Full Metal Jacket” Kubricka, który jednak latach 80-tych nie mógłby nakręcić takiej sekwencji jak ostatnia bitwa w Faludży. Walka w samym środku burzy piaskowej, gdy pododdział SEALS w rozpaczliwy sposób broni się na dachu przed szturmującymi zewsząd bojówkami (nawiązanie do Alamo?) to mały majstersztyk.

Skąd jednak tyle kontrowersji, które wzbudzał film po drugiej stronie Atlantyku? Dla nas irytujący może być charakterystyczny w takich produkcjach nadmiar amerykańskiego patosu, miłości do Ojczyzny,flagi i demokracji. No ale my wciąż uczymy się od nowa znaczenia słowa ‘patriotyzm’, szacunku dla własnych weteranów z Iraku i Afganistanu. Amerykanie odrobili tę lekcję po gorzkich doświadczeniach Korei i Wietnamu co nie znaczy że dyskusja o sensowności posyłania własnych obywateli na cudze wojny zamarła. Największy zarzut do Eastwooda dotyczy zbytniego wybielenia postaci Kyle’a w porównaniu do książki, która stała się podstawą scenariusza. No i sam fakt,że bohaterem jest snajper a przecież nie tylko w USA da się często usłyszeć opinię,że “wszyscy snajperzy to tchórze” walczący niehonorowo i nie dający ofierze żadnych szans. Uważny widz może jednak odczytać z filmu także krytykę prawa do posiadania broni, a niegdysiejszy Brudny Harry wbija tu szpilę NRA pokazując po raz kolejny,że kręci filmy w taki sposób w jaki chce nie idąc na kompromisy.
Końcowe sceny prezentujące autentyczne zdjęcia z pogrzebu Kyle’a to ukłon w stronę Teksańczyków uważających go za bohatera ale fakt iż legendarny strzelec ginie z rąk weterana, któremu pomagał i to na strzelnicy jest jakimś niezwykłym chichotem Stwórcy i groźnym memento dla tych, którym na polu walki wydaje się iż są Jemu równi.

Artykuł ukazał się także w nr 2 „Mój Mac Magazine”

American Sniper (2014)
American Sniper poster Rating: 7.5/10 (110,626 votes)
Director: Clint Eastwood
Writer: Jason Hall, Chris Kyle (book), Scott McEwen (book), James Defelice (book)
Stars: Bradley Cooper, Kyle Gallner, Cole Konis, Ben Reed
Runtime: 132 min
Rated: R
Genre: Action, Biography, Drama
Released: 2015-01-16
Plot: Navy SEAL sniper Chris Kyle's pinpoint accuracy saves countless lives on the battlefield and turns him into a legend. Back home to his wife and kids after four tours of duty, however, Chris finds that it is the war he can't leave behind.

Still Alice

Możliwość uczenia się i zapamiętywania to niewątpliwie jeden z czynników, który przesądził o naszym ewolucyjnym sukcesie. To umiejętność tak naturalna, że zaczynamy dostrzegać jej istnienie dopiero gdy coś w naszej głowie przestaje działać. Jak często każdemu z nas zdarza się o czymś zapominać? Póki jesteśmy młodzi bagatelizujemy to żartobliwym “ah no wiesz, mam sklerozę” czy też “ja to nie mam pamięci do nazwisk”. Gdzieś tam obiło nam się o uszy słowo “Alzheimer” ale nie przejmujemy się nim bo przecież młodzi jesteśmy i liczymy,że nas to nie spotka. A co jeśli choroba przyjdzie wcześniej? Właśnie taka perspektywa staje się rzeczywistością w życiu Alice Howland (w tej roli świetna Julianne Moore), 50-letniej profesor lingwistyki na Uniwersytecie Kalifornijskim. Zaczyna się niewinnie, od zapomnienia paru faktów na urodzinowym obiedzie w restauracji. Później, na wykładzie Alice nie może przypomnieć sobie czego uczyła tydzień temu. W trakcie joggingu traci orientację w terenie, zapominając gdzie jest i dokąd ma biec. Mimo,że tym razem da radę wrócić do domu decyduje się zrobić tomografię myśląc, że przyczyną jest rak mózgu. Ale diagnoza jest nieubłagana – Alice ma rzadką odmianę Alzheimera,która być może przeniosła się także na jej dzieci. I to w jaki sposób sobie z tym radzi jest największą zaletą filmu, który poza tym wydaje się nudny i przewidywalny.

Bo i pokazać chorobę na ekranie nie jest prosto. Łatwo tu o nadmierną przesadę i chęć grania na emocjach widza. “Still Alice” próbuje zachować tę równowagę ale tylko z początku. Chociaż dramat głównej bohaterki rozgrywa się zarówno na płaszczyźnie zawodowej jak i rodzinnej, na ekranie będziemy mogli śledzić raczej tę drugą – chociaż śledzić to może zbyt wiele powiedzane. Towarzyszący Moore Alec Baldwin i Kristen Stewart wypadają przy niej blado, chociaż robią co mogą. Powiedziałbym raczej, że grają poprawnie bo nie mają zbyt wiele do zagrania. Jeśli jednak Julianne miała być wg scenariusza na pierwszym planie, to stanowią oni dla niej znakomite tło. Ale opieranie całego filmu na grze jednej aktorki wydaje się dość ryzykowne i w tym wypadku nie do końca mi zagrało. Przez cały seans czekałem na jakiś zwrot akcji, odmianę losu, nagłą zmianę interakcji między bohaterami – nic takiego nie nastąpiło. Zamiast tego oglądamy powolną degenerację mentalną Alice, która korzystając z nowoczesnej technologii robi co może by odwlec nieuchronne i wspomagać swoją pamięć. Cała akcja jest tutaj dość poszarpana,przeskakujemy w czasie do kolejnych chwil z życia bohaterki nie wiedząc ile dni mija pomiędzy nimi – jedynym odnośnikiem jest twarz i zachowanie Alice. W całym filmie dreszcz wywołał we mnie właściwie tylko jeden moment – gdy Alice odtwarza na komputerze wiadomość nagraną do siebie parę miesięcy wcześniej, w którym daje “sobie” dokładny instruktaż jak umrzeć gdy sprawy wymkną się spod kontroli. Kontroli, która jest także potrzebna by popełnić samobójstwo i właśnie ta scena jest najpiękniejsza bo łączy w sobie i grozę i nadzieję,przejmującą bezradność i determinację.

Zastanawiałem się też nad nazwą folderu, w którym Alice ukrywa film – “Motyl” (pod takim tytułem film być może będzie wyświetlany w kinach). Jakież to wieloznaczne – czy chodzi o piękno owada, przeobrażającego się z poczwarki by wzlecieć ku niebu wolnym, czy jest to symbol tego iż nawet w krótkim życiu można próbować pozostać sobą i dać coś z siebie światu? Czy Alice utożsamia się z takim właśnie motylkiem jako kobieta, której uświadomiono kruchość życia przez okrutnego figla jakiego spłatał los?

Choroba Alzheimera to ogromny dramat dla cierpiącego na nią człowieka, lecz jeszcze większy dla rodziny, której często nie starcza cierpliwości i sił do opieki nad bliskim. Nie wiemy do końca co dzieje się w psychice chorego – czy cierpi, czy paradoksalnie przestając pamiętać o sobie zapomina też o swoich nieszczęściach,w ten pokręcony sposób odnajdując gdzieś spokój i harmonię. Czy jesteśmy tylko sumą naszych wspomnień, czy może jest coś jeszcze? Jeśli pojawi się kiedyś terapia na Alzheimera to czy chorzy odzyskają w pełni siebie czy utrata wspomnień będzie nieodwracalna?
Końcówka filmu, która nie domyka akcji a jakby urywa ją w trakcie jest dla mnie przypomnieniem iż nadzieję trzeba mieć zawsze. “Still Alice” to tak naprawdę popis jednej aktorki i Julianne Moore w pełni zasłużyła na Oscara za rolę pierwszoplanową. Film to niełatwy i pobudzający do trudnych refleksji i właśnie dlatego koniecznie należy go zobaczyć.

Artykul ukazal sie takze w nr 2 Moj Mac Magazine

Still Alice (2014)
Still Alice poster Rating: 7.5/10 (14,709 votes)
Director: Richard Glatzer, Wash Westmoreland
Writer: Lisa Genova (novel), Richard Glatzer (screenplay), Wash Westmoreland (screenplay)
Stars: Julianne Moore, Kate Bosworth, Shane McRae, Hunter Parrish
Runtime: 101 min
Rated: PG-13
Genre: Drama
Released: 2015-02-13
Plot: Alice Howland, happily married with three grown children, is a renowned linguistics professor who starts to forget words. When she receives a devastating diagnosis, Alice and her family find their bonds tested.