„By miasto nie przestało żyć.”

miasto-44-4

Mamy jesień. I choć ją lubię, to czasem dopada mnie, typowy dla tej pory roku, melancholijny nastrój. Jedyną rzeczą, na jaką mam wtedy ochotę, to ciepła kołdra, kakao i dobry film lub książka. I dzisiaj właśnie, spod tej ukochanej kołdry, z kubkiem gorącego kakao, chcę Wam opowiedzieć o filmie, który ten mój melancholijny nastrój nieco pogłębił.
A wszystko rozchodzi się o miasto… „Miasto 44” w reżyserii Jana Komasy. Co mnie w nim zachwyciło?
Continue reading →

Kino starych ludzi w Nebrasce

Pisanie o filmach wieczorową porą ma to do siebie iż skłania do refleksji. A gdy u progu swych kolejnych urodzin patrzę w ciemne niebo i rozmyślam o życiu napisać muszę o niezwykłym filmie pasującym jakoś do nastroju mej duszy nocną porą. Filmie, który nie poddaje się obowiązującej w popkulturze modzie na piękne ciało i młodość, oraz życie w tempie, w którym wszystko musi być zrobione na wczoraj. Mowa o filmie “Nebraska” Aleksandra Payne’a, który po długim oczekiwaniu wreszcie wchodzi do polskich kin. Co mnie w nim urzekło?

Continue reading →

Rewolucja w Iranie oczami plastelinek

Wiecie już,że niespecjalnie przepadam za kinem animowanym tym bardziej jeśli są to produkcje pełnometrażowe. Miło jest więc od czasu do czasu trafić na wyjątek, na którym moja uwaga skupia się na dłużej. A mowa o świetnie zrealizowanym “Jasmine” Alaina Ughetto. To kolejny film, w którym zamiast głosów postaci słyszymy jedynie opowiadającego historię narratora, najwidoczniej kino francuskie upodobało sobie tę formę bo to już trzeci taki film jaki obejrzałem w wakacje. Jednak w odróżnieniu od rysowanego “Rock in my pockets”, “Jasmine” zawiera własnoręcznie budowaną scenografię a bohaterami są plastelinowe ludziki.

Continue reading →

Na kruchym lodzie węgiel czyli noir po chińsku

Rzadko oglądam kino azjatyckie, zwłaszcza te chińskie. Nie wiem czy powodem jest mała dostępność takich tytułów na rodzimym rynku czy też jednak obawiam się marnowania czasu na dzieło, którego nie zrozumiem ze względu na kulturową odmienność i inne postrzeganie świata wewnątrz Wielkiego Muru. Czasem jednak trafi się nietypowa okazja, gdy chińska kinematografia szuka inspiracji na Zachodzie czego efektem jest “Huo zai anjian li de ren” (Czarny węgiel, kruchy lód 2014) Yi’nan Diao, który próbuje przenieść na lokalny grunt najlepsze tradycje kryminału noir.

Continue reading →

Rabusie kontra Zombie

Czasem wybierając się do kina dobrze jest odpocząć od zgiełku i sztucznego blichtru multipleksów i trafić do kina studyjnego. Zwłaszcza gdy trwa Festiwal Transatlantyk bo to gwarancja doskonałej rozrywki na całkiem wielu poziomach. Istnieją bowiem takie produkcje, które nie trafiają na wielki ekran a jedynie od razu w drugi obieg nigdyś VHS a obecnie DVD. Czasem zastanawiamy się, kto finansuje taką amatorszczyznę i dlaczego ludzie to oglądają. A jednak zamiast narzekać iż nie poszliśmy na Zanussiego lub Hitchcocka warto poluzować swój gust filmowy, bo transatlantykowy cykl “Kino Klasy B” udowadnia iż można znakomicie bawić się na seansach, w których nic nie trzyma się kupy a najmniej scenariusz.
Continue reading →

Wojenne piekło w zeszycie

Zdarzają się takie momenty festiwalowe gdy trafiasz na seans przypadkiem. Bo masz za dużo czasu w oczekiwaniu na kolejny film, bo w danym bloku nie grają nic ciekawego a ty szukasz alternatyw. Czasem skusi Cię tytuł a jeśli nie czytałeś wcześniej opisów możesz się naprawdę zdziwić tak jak w tym przypadku dowodzącym, że nie należy oceniać filmu po tytule albo i okładce…zeszytu. Film “A nagy füzet” (Duży zeszyt,2013) Jánosa Szásza to nie żadna opowiastka o miłości w księgarni tylko poruszający, psychologiczny dramat wojenny.

Continue reading →

Animowane kamienie w kieszeni


Pełnometrażowe animacje to gatunek, do którego zniechęciłem się już dawno temu odkąd zacząłem dorastać i traktować ten rodzaj kinematografii jako bajki dla małych dzieci. Rosnąca popularność kreskówek o superbohaterach ze świata Marvela i DC tylko utwierdziła mnie w tym względzie. A jednak, co roku w lipcu na nowo przekonuje się iż ten gatunek ma do zaoferowania dużo więcej niż tanie historyjki o facetach ubranych w trykoty. Odbywający się w Poznaniu Festiwal Animator to znakomita okazja na obejrzenie produkcji, które z różnych względów szerokim łukiem omijają multipleksy. Film “Rocks in my pockets”(2014) – zwycięzca tegorocznej edycji – to dzieło, które denerwuje. A nawet wzrusza. I dziwi, jak można było nakręcić coś takiego. Czy to aby nie miała być krótka forma, która przypadkiem rozrosła się do osiemdziesięciu minut? Co ja robie w tym kinie? Po co to oglądam? Wewnętrzne głosy w głowie podpowiadają, że lepiej iść do domu. Inne przeciwnie, zostać i zobaczyć jak historia się skończy.
Continue reading →

Był sobie las (Il était une forêt)

byl sobie las 3

Filmy przyrodnicze rzadko goszczą na festiwalach filmowych. Może utarło się przekonanie iż jest to gatunek stricte telewizyjny, albo też twórca bardzo musi się postarać by ze swym obrazem wybić ponad przeciętność. Cieszy mnie bardzo iż tegoroczny Transatlantyk stworzył całą sekcję Kina EKO by móc pokazać publiczności filmy traktujące o naszym środowisku naturalnym. O „Krainie niedźwiedzi” już napisałem w tym poście teraz przyszła kolej na „Il était une forêt” (Był sobie las,2013) francuski film dokumentalny w reżyserii Luca Jacqueta. Continue reading →

Jesteś człowiekiem, którego poszukuję….

W dobie wojny z terroryzmem tematyka szpiegowska staje się znów wdzięcznym obiektem do ekranizowania. Zwłaszcza gdy gotową receptę na scenariusz podsuwa mistrz Le Carre. Na podstawie jego powieści powstał film “Bardzo poszukiwany człowiek” (2014) w reżyserii Antona Corbijna, który wciąż można jeszcze oglądać w polskich kinach. Gratka tym większa iż to ostatni film, w którym podziwiamy talent Phillipa Seymoura Hoffmana (nie licząc trzeciej części trylogii Igrzysk Głodowych – aktor zmarł w trakcie zdjęć). Ale to nie tylko dlatego salę kinową na Festiwalu Transatlantyk oblegały tłumy – to po prostu bardzo dobra opowieść. Continue reading →